Category Archives: Blog


Atrakcje na deszczowy dzień w Toruniu

Planujecie krótki rodzinny wyjazd. Może Toruń? Urokliwe miasto w sam raz na weekendowy wypad z dziećmi. Dużo atrakcji dla całej rodziny, kuglarze na każdym rogu rozbawiający turystów… no i aromatyczne pierniki! Brzmi jak przepis na udany weekend, prawda? Czas spakować kilka potrzebnych rzeczy i w drogę! Podróż niezbyt długa, więc nie bardzo nużąca. Zatem czas rozpocząć przygodę!  Aż tu nagle… chlust! Niebo pociemniało, rozpadało się na dobre. Co robić? Trzeba obmyślić plan.

 

Ten artykuł podpowie wam, jak odnaleźć się w takiej sytuacji. Dowiecie się:

 

  • gdzie szukać pomocy w szczegółowym planowaniu pobytu
  • jakie miejsca odwiedzić, aby dobrze się bawić i nie zmoknąć
  • gdzie w deszczowy dzień znaleźć przepyszną gorącą czekoladę

 

Wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Gdzie szukać pomocy ?

 

Pamiętajcie, że Toruń to miasto, które kocha turystów. Jesteśmy gotowi przyjąć Was w każdych okolicznościach (także pogodowych) oraz nierzadko posłużyć dobrą radą, czy skierować Was do miejsca, które istnieje właśnie po to, aby Wam doradzić. Takim miejscem jest Ośrodek Informacji Turystycznej w Toruniu, który pomoże Wam dokonać najlepszych wyborów. Warto więc udać się tam- osobiście lub wirtualnie, by zapoznać się z folderami różnych atrakcji, otrzymać mapę starówki i poznać sugestie ekspertów do spraw zagubionych wędrowców 🙂

 

Adres:

Ośrodek Informacji Turystycznej w Toruniu

Rynek Staromiejski 25, tel. 56 621 09 31

 

 

Kim jesteś? Jesteś legendą! Atrakcja dla całej rodziny.

 

Pamiętajcie, aby wybierać różnorodne miejsca. Toruń kryje wiele atrakcji, które działają zarówno na Wasze zmysły, jak i emocje. Aby sięgnąć tych drugich, należy udać się do Domu Legend Toruńskich. Jest to miejsce na głównym deptaku, które wprawi Was w dobry nastrój i sprawi, że to Wy podczas interaktywnego pokazu staniecie się bohaterami toruńskich legend. 45 minut świetnej zabawy połączonej z garścią informacji na temat średniowiecznych wydarzeń, to według opinii turystów, dobry początek do odkrywania tajemnic toruńskiej starówki. Rezerwacji można dokonać telefonicznie, mailowo lub poprzez formularz kontaktowy na stronie internetowej.

 

Adres:

Dom Legend Toruńskich

ul. Szeroka 35, tel.: 56 621 07 14

 

 

Z wizytą u Koperników. Historia i astronomia w nowoczesnej odsłonie.

 

“Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię…” brzmi znajomo? Wiadomo przecież, że to właśnie Toruń jest rodzinnym miastem najsłynniejszego astronoma. Grzechem byłoby zatem pominięcie atrakcji, jaką jest Dom Mikołaja Kopernika. Dwie zabytkowe kamienice, niegdyś należące do rodziny Koperników, to dziś muzeum, w którym podziwiać można 3 tematyczne ekspozycje: nauka dawna i współczesna, życie codzienne rodziny mieszczańskiej oraz dzieło Mikołaja Kopernika. Wszystko za pomocą nowoczesnych, interaktywnych ekspozycji- dzięki czemu ogrom informacji będzie zjadliwy nawet dla najmłodszych. Rezerwacja nie jest wymagana.

 

Adres:

Dom Mikołaja Kopernika 

ul. Kopernika 15, tel.: 56 660 56 13

 

 

 

3…2…1… Czas oderwać się od Ziemi. 

 

Doskonałym uzupełnieniem dla poznawania Mikołaja Kopernika i jego osiągnięć, będzie wizyta w toruńskim Planetarium. Podczas seansu- dosłownie- można odlecieć. Ogromne wrażenia dla małych i dużych gwarantowane. Miejsce na wybrany seans najwygodniej zarezerwować poprzez stronę internetową.

 

Adres:

CENTRUM POPULARYZACJI KOSMOSU„PLANETARIUM – TORUŃ”

ul. Franciszkańska 15 – 21, tel. 56 621 10 85

 

 

 

Zakaz opierniczania się! Muzeum NAPRAWDĘ żywe…

 

Jak Toruń- to oczywiście pierniki! W tym pachnącym miodem i przyprawami korzennymi grodzie, można nie tylko rozsmakować się w toruńskich specjałach, ale także wypiec własnoręcznie tradycyjny piernik figuralny. Jest miejsce, w którym od 15 lat turyści przybywają tłumnie, aby spotkać się z Mistrzem piernikarskim i Wiedźmą korzenną. Ci zaś, każdego kto chętny i pracowity, wprowadzą w tajniki wypieku toruńskiego specjału. Mowa oczywiście o Żywym Muzeum Piernika– najpopularniejszej atrakcji Torunia, która ceniona jest również poza granicami- nie tylko miasta, ale także kraju. Dlaczego ? Przekonajcie się sami! Nie zapomnijcie jednak, aby zakupu biletu dokonać wcześniej przez internet. Chętnych zazwyczaj wielu, a liczba miejsc ograniczona.

 

Adres:

Żywe Muzeum Piernika

ul. Rabiańska 9, tel.: 56 663 66 17

 

 

 

Nie samym zwiedzaniem człowiek żyje. Herbaciarnia z duszą i sernikiem na deser. 

 

Ilość wrażeń osłabi największego twardziela- zwłaszcza w deszczową pogodę. Warto więc znaleźć chwilę, by ogrzać się nieco przy aromatycznej herbacie, kawie lub pysznej gorącej czekoladzie. Sernik, brownie lub szarlotka po takim dniu to z pewnością także nie grzech. Po takie pyszności możecie wstąpić na zaciszną ulicę Panny Marii do Cafe Atmosphera. Położona jest tuż koło Rynku Staromiejskiego. Jest to miejsce, które oferuje jedyny w swoim rodzaju klimat, w którym odpoczynek będzie niesamowitą przyjemnością. Zaś szeroki wybór napojów i deserów zaspokoi nawet najbardziej wymagające dziecięce podniebienia.

 

Adres:

Cafe Atmosphera

ul. Panny Marii 3

 

 

 

Nawiedzony dom w Toruniu

Gdzie w Toruniu straszy?

 

Wiemy, że historie niewiarygodne najsilniej poruszają wyobraźnię. W tym artykule przytoczymy jedną z najdziwniejszych jaką znamy. Jest to opowieść z zupełnie niedalekiej przeszłości, a opisane wydarzenia miały miejsce w naszej siedzibie – piwnicy Domu Legend Toruńskich. Na samo wspomnienie mamy ciarki na plecach.

 

Dom handlowy  Dietrichów

 

Okazały dom towarowy przy ulicy Szerokiej 35 został wzniesiony w 1913 roku, dokładnie 100 lat przed założeniem w nim Domu Legend Toruńskich. Wybudowano go na potrzeby przedsiębiorczej rodziny Dietrichów. Firmę założył w 1841 roku Carl Benjamin Dietrich zajmujący się wytwarzaniem gwoździ. Stojąca dotąd przy reprezentacyjnej ulicy Szerokiej stara kamienica nie wystarczała prężnie działającemu przedsiębiorstwu handlującemu żelazem i artykułami metalowymi, stąd nowoczesna siedziba o przestronnych pomieszczeniach i wielkich oknach. Dom towarowy zajął miejsce nie jednej, ale dwóch kamienic których ślady są wciąż widoczne w piwnicy. Gruby ceglany mur wyraźnie dzieli ją na dwa długie, wąskie ciągi. Rodzina rozwijała swój biznes w Toruniu pod nazwą C.B. Dietrich & Sohn, ale to nie o nim chcemy Wam opowiedzieć.

 

 

Nawiedzona piwnica w Toruniu

 

Istnieje przekaz mówiący o niepokojących odgłosach pojawiających się w piwnicach Szerokiej 35. Były to wyraźne metaliczne dźwięki kojarzące się z upadającymi gwoździami, toczącymi się po podłodze drobnymi przedmiotami. Dawało się też odczuć obecność kogoś bardzo zajętego swoją pracą, drepczącego po piwnicy, szurającego, przesuwającego coś. Pozostaje się tylko domyślać, czy to Emil Dietrich, pracowity syn Carla. Nie to jednak dziwi najmocniej.

Świadek słyszał wyraźnie przerażające ryki. Trudne do zidentyfikowania zawodzenie przypominało beczenie kóz, wyjątkowo nieprzyjemne. Czy w piwnicach na Szerokiej 35 straszą duchy kóz? Jak dotąd incydent się nie powtórzył. Tym niemniej wiadomo, że  kilkadziesiąt kroków dalej, już w XIII wieku istniały pierwsze w Toruniu jatki. Może w staromiejskiej piwnicy słychać zwierzęta prowadzone na rzeź? Współczesny kwartał miejskiej zabudowy, gdzie stoi dawny dom towarowy Dietrichów przecięty był niegdyś jatkami. Tworzyły one dodatkową uliczkę. Można sobie wyobrazić, że łączyła ul. Szeroką z placem kościoła św. Janów. Ów kwartał należy do pierwszych, najstarszych w mieście i naznaczony jest wydarzeniami prawie 800 – letniej historii Torunia.

 

 

 

Powyższe, opisane w prasie wydarzenia mogą dziwić i przerażać. Bez wątpienia jednak zapładniają wyobraźnię poszukiwaczy zjawisk nadprzyrodzonych. Czy i Wy lubicie się bać i odważycie się wkroczyć do piwnic na Szerokiej 35?

Dzień w Toruniu, czyli poczuj się jak w średniowieczu.

Toruń przyciąga jak magnes. Jest atrakcją samą w sobie. Mnożą się też w nim atrakcje. Chętnym do zwiedzania wystarczyłoby ich nie na jeden, nie na dwa, ale pewnie na klika długich dni.  Skoro wszystkich ważnych, polecanych miejsc nie zobaczycie w ciągu krótkiego pobytu, skorzystajcie z naszej ściągi.

Oto gotowy, subiektywny przepis na to co zobaczyć w Toruniu. Podpowiadamy jak zwiedzać miasto miło, nieco nietypowo, przygodowo, tak by było co wspominać. Będą zabytki, przyroda, obcowanie z tradycją i trochę ciężkiej roboty. Żartujemy z tą robotą 🙂 i zapraszamy.

 

W Toruniu (i w tym artykule) dowiecie się:

  • gdzie upiec i kupić najlepsze pierniki
  • jak się mieszka w średniowiecznym stylu
  • gdzie zobaczyć dzwon, który uratował świat
  • jak “odpłynąć” na Wiśle z flisakami
  • gdzie iść na piwo

 

 

Pierniki warte odkrycia

 

Pierniki to coś czego przedstawiać nie trzeba. Tak mówi wielu niewtajemniczonych. My sądzimy, że właśnie trzeba je przedstawiać, ze względu na długą historię i różnorodność. W Toruniu działa kilka mniejszych i większych przedsięwzięć poświęconych piernikom. Wszystkie mają wspólną cechę – wykonacie tam własny piernik ozdobny odciskany z drewnianej formy. Przybliżymy Wam, to, którego nie można ominąć, czyli Żywe Muzeum Piernika. 

Wizyta w muzeum to swoista podróż w czasie. Jeśli nie obawiacie się ubrudzić i jesteście gotowi na szybkie przeszkolenie u nieznoszącego sprzeciwu Mistrza, to coś dla Was. Traficie do piernikarni sprzed 500 lat, wstąpicie w szeregi cechu i przysięgniecie solidnie pracować. Mistrz i uczona Wiedźma Korzenna nakreślą z jakich składników, jakimi narzędziami wyrabiano piernikowe ciasto. Będziecie się czuli trochę jak pierwszego dnia w nowej pracy a trochę jak w teatrze. 😉

Niech Was nie zwiedzie dowcipna forma opowieści i stylizowany język. Nawet się nie zorientujecie ile wiedzy zdobędziecie podczas najeżonej żartem prezentacji. Prowadzący zawsze mówią mniej niż wiedzą, dlatego w przerwie (gdy pierniki się pieką) nie bójcie się pytać. Podobnie jest z eksponatami. Żywe Muzeum Piernika to muzeum narracyjne, gdzie opowieść, a nie przedmioty grają główną rolę. Chętni będą jednak mieli okazję zapoznać się bliżej z przyrządami, maszynami, zabytkowymi formami, opakowaniami i dokumentami. Cała wizyta trwa max. 1,5 godziny. Rada: bilet kupcie online parę dni wcześniej  i uniknijcie oczekiwania w kolejce. Te zdarzają się w weekendy i we wszystkie ciepłe miesiące.

Poszukującym praktycznych informacji zdradzamy, coś co dla piernikowych maniaków, takich jak my jest oczywiste, a dla turystów bywa zaskoczeniem. Wizyta w muzeum to nie warsztaty kulinarne. Nie będziecie piekli pierniczków, które po wyjściu zjecie. Otrzymacie piernik figuralny, zrobiony z twardego ciasta i posiadający piękne kształty. Jego przeznaczeniem jest być pamiątką. Podobnie było w dawnych wiekach, gdy pierniki były drogimi upominkami, przy wyjątkowych okazjach pokrywanymi złotą farbą. W drugiej części wizyty odwiedzicie piekarnię z początku XX wieku, poznacie maszyny, piece i trudną sztukę glancowania, czyli lukrowania. Na sam koniec, chętni mogą wykupić miniwarsztat ozdabiania piernikowych serc lukrami. Cierpliwa malarka poinstruuje Was jak posłużyć się tutką z lukrem wyczarować kolorowe cudeńko.

 

Żywe Muzeum Piernika, ul. Rabiańska 9, bilety: 24 i 19 zł.

 

Gotyk na dotyk w każdym domu

 

Gdy będziecie odwiedzać sklepy, banki i restauracje miejcie oczy dookoła głowy. Toruń posiada największy zespół średniowiecznych zabytków w Polsce. Nasze ulubione malowidła pochodzące z XIV wieku dostępne na wyciągnięcie ręki są na 1 piętrze sklepu Biedronka na ul.  Szerokiej 22. Serio 🙂

Jeśli jednak nie lubicie przeciskania się między towarami odwiedźcie najbardziej reprezentacyjny adres w mieście: Kopernika 15. Gdybyście byli bogatym kupcem w XV wieku to byłaby nieruchomość dla Was. Rodzina Koperników była w posiadaniu tej kamienicy przez krótki czas i wygląda na to, że Mikołaj Kopernik junior się w niej nie urodził. Bezsprzecznie jednak w tej gotyckiej kamienicy dowiecie się sporo o życiu codziennym w potężnym mieście handlowym. Zajrzycie do szafy, na stół i na strych. Wyobrazicie sobie pracę kupca w jego kantorze.  Zobaczycie jak gotowali i w co się ubierali mieszkańcy dawnego Torunia.

Kamienica jest połączona od środka z sąsiednim mniejszym domem. Razem stanowią oddział Muzeum Okręgowego w Toruniu – Dom Mikołaja Kopernika. Zgłębicie tam tematy nauki i biografii słynnego astronoma. Nastawcie się na samodzielne odkrywanie zarówno autentycznych zabytków jak i treści multimedialnych czy seans filmu 4D.

Dom Mikołaja Kopernika, ul. Kopernika 15/17, bilety: 17 i 13 zł.

 

 

Wspinaczka na wieżę świętych Janów

 

Co zrobić, żeby nie nabiegać się po Toruniu, ale zobaczyć go w całości? Trzeba wejść na kościelną wieżę! Co prawda nic nie zastąpi spaceru wśród gęstych uliczek starówki, ale podziwianie średniowiecznego miasta z wysokości to dopiero gratka.

Chodzi o 52-metrową wieżę kościoła świętych Janów. Poczujecie się jak dzwonnicy, gdy pokonacie kilkaset kamiennych schodków w kręconej klatce schodowej. Wspinaczka będzie miała 2 etapy. Najpierw dotrzecie do miejsca gdzie wisi Tuba Dei – największy średniowieczny dzwon w Polsce (i piąty największy w Europie!) Zobaczycie go z bliska, a 7238 kilogramowego instrumentu umiejącego odwołać koniec świata nie widuje się często, zapewniamy! To właśnie ten dzwon poruszany jest tylko kilka razy w roku w bardzo nietypowy sposób – siłą nóg. Pierwotnie dzwon znajdował się znacznie wyżej i kołysany był za pomocą lin. W wojennych zawieruchach Trąbę Bożą opuszczono, tkwiła w bezruchu 150 lat i dopiero XIX wieku wynaleziono nowy sposób dzwonienia. Podpowiemy tylko, że miniaturę dzwonu, wiszącą w Domu Legend Toruńskich poruszamy co godzinę podczas interaktywnych pokazów.

Dalsza część wchodzenia jest krótsza i prowadzi pod sam dach wieży. Widok z okienek wychodzących na 4 strony świata jest bezcenny i w dodatku bezpieczny. Nie musicie wystawiać się na hulający wiatr i balansować przy niskiej barierce.

Kościół św. Janów, ul. Żeglarska. Wejścia na punkt widokowy na wieży są dostępne od kwietnia do października, bilet kupicie w kruchcie kościoła po 7 i 10 zł.

 

 

 

Rejs po Wiśle drewnianą łodzią

 

Dola flisaka nie należała do lekkich. Spławiał towary Wisłą z Torunia do Gdańska, znosił gryzące pchły, palące słońce i mało zarabiał. Jeden z flisaków dokonał czegoś wyjątkowego, wyprowadził z miasta całą plagę żab. Zaraz… podryfowaliśmy zanadto w stronę legendy. Dzisiaj jednak możecie doświadczyć tych przyjemnych stron flisactwa. Zapraszamy na pokład!

Jeśli chcecie zobaczyć Toruń z perspektywy Wisły, być naprawdę blisko natury i pogawędzić ze sternikiem, oto sposób: rejs po Wiśle drewnianą łodzią z Toruńskimi Flisakami. W zależności od sezonu będziecie mogli wybrać rejs na wschód lub zachód słońca. Niespieszna wyprawa np. do Ciechocinka lub do Wielkiej Nieszawki to doskonała okazja do przećwiczenia dialogów z “Rejsu” Marka Piwowskiego. Łodzie toruńskich flisaków to płaskodenne, bardzo stabilne drewniane konstrukcje typu bat. Jeśli obawiacie się, że pływanie mogłoby być aż zanadto “slow”, pocieszamy, łodzie mają silniki.

Dłuższe wyprawy bywają łączone z przystankami wśród zieleni, plażowaniem, gotowaniem z dzikich roślin. słuchając szumu wody i ptasiego śpiewu szybko zapomnicie o miejskim życiu. Latem szukajcie rejsów ruszających wg. wcześniej ogłoszonego harmonogramu. Łodzie cumują na przystani (toruńskiej marinie) na końcu bulwaru, za mostem im. Piłsudskiego. To bardzo blisko centrum, 15 min. piechotą od Rynku Staromiejskiego.

 

Toruńscy Flisacy – Basonianka, dojazd do przystani od ul. ks. Jerzego Popiełuszki 1. Miejsca trzeba rezerwować.

 

 

 

Najstarsza gospoda w Toruniu

 

Pod koniec dnia będziecie czuli, że zasłużyliście na nagrodę. Bez pośpiechu, w poczuciu dobrze spędzonego czasu udajcie się na “ten drugi” rynek w Toruniu, czyli na Rynek Nowomiejski. Co prawda jest spokojniejszy od Staromiejskiego, ale wcale nie gorszy. Tym bardziej, że znajdziecie tam Gospodę pod Modrym Fartuchem. To najdłużej działająca knajpa w mieście. W 2020 r. kończy 531 lat! Zmieniała wystrój, charakter i nazwy, ale piwa wciąż można (i należy) w niej spróbować. Zrobili to już Napoleon Bonaparte i król Jan Olbracht.

Dziś to Krajina Piva – ulubiony cel wypraw piwoszy. Lokalne piwa z minibrowarów, kraftowe, zagraniczne, wszystko czego dusza zapragnie. Kilkaset gatunków piwa, uśmiechnięta obsługa i swobodna atmosfera sprzyjają relaksowi. Rozsiądziecie się przy ciężkich drewnianych ławach, a nad waszymi głowami będą wisiały gliniane kufle. Wnętrze jest przytulne i swojskie a latem powiększa się o ogródek.

Kto zajrzy tam głodny, ten niech się nie martwi. Czekają garnuszek żuru dla tradycjonalistów, burger wyższy niż szerszy dla maksymalistów albo domowa szarlotka z lodami dla milusińskich.

 

Gospoda Pod Modrym Fartuchem & Krajina Piva, Rynek Nowomiejski 8.

 

Legenda o diable i domu Augstinów

 

Obiecująca wizyta

 

W kamienicy przy ulicy Szczytnej 2 w Toruniu mieszkało małżeństwo Augstinów. Żyli dostatnio i niczego im nie brakowało prócz jednego. Nie mieli dziecka, którego tak bardzo pragnęli. Po latach oczekiwania pogodzili się nawet z myślą, że Bóg nie obdarzy ich potomkiem. Pewnego razu, pod nieobecność męża, pani Augstinowa przyjęła w domu przybysza. Jegomość przedstawił się jako przyjaciel męża. Długo rozmawiali, aż w końcu kobieta zwierzyła mu się ze swego marzenia o dziecku.  Wtedy nieznajomy ochoczo stwierdził, że może obiecać jej dziecko, pod warunkiem, że ta podpisze pewien dokument.  Zawarli układ niepozbawiony zobowiązań ze strony kobiety. W odpowiednim czasie będzie musiała oddać mu to co będzie miała najdroższego.

Najcenniejszy skarb

 

Wkrótce rodzina odkryła, że dziecko jest w drodze. Ich szczęściu nie było końca. Mały chłopiec przyszedł na świat, lecz ojciec musiał ponownie wyruszyć w podróż handlową. Wtedy powtórnie zjawił się ów tajemniczy mężczyzna. Pani Augstinowa gdy tylko usłyszała, że żąda on dotrzymania obietnicy, zrozumiała swój błąd. Natychmiast ukryła dziecko w klasztorze Dominikanów. Coraz bardziej zniecierpliwiony przybysz nie mogąc zdobyć dziecka powołał się na podpisany cyrograf. Matce udało się go wyrwać i spalić. Odmówiła wyjawienia gdzie skryła dziecko, czym tak rozwścieczyła chciwego mężczyznę, że ten w tumanie dymu czmychnął przez dach zostawiając po sobie gorejącą dziurę.

Tak oto przebiegła pani Augstinowa przechytrzyła samego diabła. Najstarsza wersja tej opowieści pochodzi z połowy XIX wieku. Prawdziwa rodzina Augstinów rzeczywiście mieszkała przy ul. Szczytnej 2, Carl Augstin, właściciel mieszczącego się tam sklepu i piwiarni sprzedał ją w 1856 roku. Może dręczyła ich nie dająca się załatać dziura w dachu?

Oto legenda, która jak mało która sprawdza się podczas letniego nocnego zwiedzania Torunia. Jeśliście ciekawi, przybywajcie!

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać jeszcze jedną legendę

„Toruńskie opowieści”, czyli legendy online

Legendy dla dzieci – bez wychodzenia z domu

 

Szukacie nowych legend i niebanalnych zabaw dla najmłodszych? Spotkajcie się z nami w Internecie – na ekranach komputerów.  Ekipa Żywego Muzeum Piernika oraz Domu Legend Toruńskich przygotowała dla Was ,,Toruńskie opowieści” – przesympatyczne filmy dostępne online, stanowiące zwariowaną mieszankę doskonałej zabawy i edukacji, treningu wyobraźni oraz umiejętności manualnych.

„Toruńskie opowieści. Na ratunek rodzicom” to podróż w niesamowity świat toruńskich legend. Zapraszamy do wspólnej rozwojowej zabawy wszystkie dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym (ok. 4 – 8 lat.) Dla rodziców natomiast, to sposób na kreatywne spędzenie czasu w domu z dzieckiem.

 

 

 

Czego możecie się spodziewać?

 

Każdy ok. 35 minutowy odcinek „Toruńskich opowieści” składa się z 4 części. Na początku wysłuchacie pięknie opowiedzianej legendy toruńskiej. W „Legendzie o Bogumile i królowej pszczół” zdradzamy  skąd się wzięły toruńskie katarzynki! Potem zabierzemy się do zajęć plastycznych, spodziewajcie się odrobiny malowania, wycinania i klejenia. Będzie to wymagało zręczności małych rączek i ćwiczenia koncentracji.  Wszystkim aktywnościom towarzyszy jeden motyw przewodni – w tym przypadku pszczeli i piernikowy 🙂 Później pojawi się nieco ruchu a na koniec czas relaksacji. Piernikarka opowie bajkę wyciszającą. Film nagrany został we wnętrzu Żywego Muzeum Piernika. Nie mogliśmy nie wykorzystać tamtejszych możliwości – zaserwujemy Wam krótki instruktaż wyrabiania ciasta na pierniki!

Jeśli nie byliście nigdy w Toruniu – „Toruńskie opowieści” mogą być przedsmakiem wizyty u nas. Dla tych, którzy mieli okazję podziwiać miasto pierników i Kopernika z pewnością będzie to inspiracja do zaplanowania wycieczki.

 

Sam film to za mało

 

Poza filmem z legendą pobierzecie kartę zabaw i zadań. Dzięki niej dzieci poszerzą swoją wiedzę i po prostu miło spędzą czas nad łamigłówkami.

 

Nie zwlekajcie i jeszcze dziś zaproście legendy do swoich domów. Włączcie film i podejmijcie legendarno-piernikowe wyzwania. Do zobaczenia na platformie streamingowej live.poczujtorun.pl. Po kupieniu filmu będziecie mieli do niego miesięczny dostęp, wracajcie do niego tyle razy ile chcecie.

 

Toruńskie pierniki świąteczne

Pierniki świąteczne – przepis na sukces

 

Toruńskie pierniki to nasz skarb. Są najcieplej i najlepiej kojarzonym elementem dziedzictwa Torunia. Dla wielu z Was pewnie są nieodłącznym elementem Świąt Bożego Narodzenia. Przepis na piernik jest prosty: dwa rodzaje mąki, miód, przyprawy korzenne i nieco miłości. W praktyce, ich wykonanie nie jest takie oczywiste. Znamy jednak prawdziwych mistrzów w piernikarskiej sztuce. To piekarze i malarki Żywego Muzeum Piernika.  Przedstawimy Wam ich piernikowe dzieła – w sam raz na zbliżające się święta.

  • Dowiecie się jak powstają pierniki ręcznie zdobione lukrami.
  • Opowiemy czym jest toruński piernik figuralny.
  • Zdradzimy gdzie i jak zamówić pierniki toruńskie na choinkę i do pochrupania.

 

 

Skąd się biorą najpiękniejsze pierniki w Toruniu?

 

Na 3. piętrze dawnego spichlerza zbożowego przy ul. Rabiańskiej 9 znajduje się pracownia malarek. Malarek pierników. Wchodząc tam po raz pierwszy można mieć wrażenie, że przygotowania do świąt trwają okrągły rok.  Zawsze uśmiechnięta Karolina z zadziwiającą lekkością ozdabia lukrem małe, zgrabne choineczki. Co rusz kolejna ląduje na wielkiej tacy. Po wyschnięciu trafią do pakowalni w czułe ręce Klaudii, która będzie przewlekała złote sznureczki przez dziurki zrobione w chrupiącym cieście. Na koniec każdy z pierniczków zostanie ręcznie opakowany w celofan i przewiązany źdźbłem rafii.

Na przeciwko Karoliny siedzi Ewa. Z godną podziwu wprawą, bez najdrobniejszego drżenia dłoni szykuje piernikowe gwiazdki. Wybrała biały lukier królewski, mówi że najlepiej komponuje się z ciemnobrązowym kolorem piernika. Polukrowała dziś kilkadziesiąt takich gwiazdek, ale czy wszystkie są identyczne? Przy ręcznej pracy to nie możliwe. Jak płatki śniegu, tak i jej pierniczki są tylko na pierwszy rzut oka jednakowe. Dopiero po bliższym spojrzeniu można się przekonać, że kilku z nich dodała coś ekstra. Na jednym lśni odrobina złota, na innym błyszczące słodkie kuleczki. W ten sposób powstają unikatowe wyroby. To one najszybciej znikają z lady sklepiku Żywego Muzeum Piernika.

Kim są malarki pracujące w muzealnej manufakturze? To absolwentki wyższych uczelni artystycznych, w tym Wydziału Sztuk Pięknych toruńskiego UMK. Im zawdzięczamy cieszące oko lukrowane cacka.

 

 

 

 

Pierniki jak pachnące arcydzieła

 

Miłośników dawnej tradycji ucieszyć mogą pierniki figuralne. Co je charakteryzuje?

Wytwarzane są z ciasta pozbawionego środków spulchniających, za to pełnego przypraw. Surowe ciasto, po dłuższym leżakowaniu w chłodnym pomieszczeniu jest twarde, wymaga zagniatania podczas którego pod wpływem ciepła rąk staje się miękkie i plastyczne. Mistrzostwo polega na tym by wyczuć moment, w którym należy skończyć ugniatać i zacząć wałkować je na równy placek. Jeszcze tylko lekkie poprószenie mąką i można zabierać się do odciskania piernika w drewnianej rzeźbionej formie. Wnętrze formy – klocka piernikarskiego pokrywa się warstewką oleju by ciasto nie przywarło do najdrobniejszych zagłębień wzoru. Im dokładnej placuszek zostanie wtłoczony do formy, tym wyraźniejszy wzór się na nim odbije. Później przychodzi żmudny proces wykrawania kształtu i (prawie) gotowy piernik figuralny ląduje w piecu.

Dlaczego nazywamy go figuralnym? Chodzi naturalnie o jego piękne kształty, które nie mogłyby być czytelne po wypieczeniu gdyby nie wspomniany brak spulchniaczy. Piernik, który nie może wyrosnąć, po wystygnięciu staje się twardy i bardzo trwały. Jego przeznaczeniem jest cieszyć oko i roztaczać aromat goździków i cynamonu. Pierników figuralnych nie pokrywa się lukrem.

 

 

 

Ręcznie robione pierniki na zamówienie

 

Kolorowe, lukrowane choinki, gwiazdki, mikołaje z piernika są nie tylko piękną dekoracją bożonarodzeniowego drzewka. Mogą być miłym dodatkiem do prezentu wręczanego najbliższym, albo elementem przybrania stołu wigilijnego.

Jadalne pierniki lukrowane czy pierniki figuralne? Wybór jest w Waszych rękach. Podpowiemy tylko, że z pomocą idealnie gładkiego lukru królewskiego, któremu można nadać dowolny kolor malarki wyczarowują dedykacje i znaki firmowe. Nierzadko powstają pierniki z logo firm i instytucji. Pomysł na ich zastosowanie jako prezenty dla stałych klientów czy personalizowane piernikowe upominki dla pracowników wydaje się naturalny 🙂 W końcu od wieków piernik jest tradycyjnym podarkiem na przeróżne okazje.

Kombinacji wzorów i kolorów na piernikach jest niezliczona ilość, ale malarki wybrały kilkanaście klasyków, sprawdzonych i lubianych. Zebrane są w podręcznym katalogu, który prezentujemy poniżej. Zajrzyjcie i złóżcie zamówienie już jesienią. Pierniczki do zjedzenia, do ozdoby czy na prezent przywiezie do Was kurier.

Katalog Świąteczny 2020 – Żywe Muzeum Piernika

 

 

 

Jeśli zaś mieszkacie w Toruniu, odwiedźcie najpiękniejszy sklep z piernikami w mieście, czyli sklep firmowy Żywego Muzeum Piernika na Żeglarskiej 18. Tam obejrzycie i wybierzecie swoje ulubione pierniki od ręki.

 

Legenda o toruńskim smoku

 

 

 

Potwór nad miastem

 

Pewnego czerwcowego dnia, gdy słońce wschodziło bardzo wcześnie, cieśla Johann zbudził się przed godziną czwartą. W lecie pracował wiele i chciał jak najprędzej udać się do swych obowiązków. Otworzył szeroko okno, by wpuścić rześkie, pachnące rosą powietrze. Wtedy spostrzegł przelatujące dziwne zwierzę. Przetarł oczy nie wiedząc, czy jeszcze śni, czy niesamowita kreatura jest prawdziwa. Zerknął raz jeszcze, lecz zwierzę oddaliło się w kierunku dawnego krzyżackiego gdaniska. Cały dzień mistrz ciesielski Johann Georg Hieronimi pozostawał niespokojny. Wiedział, że to, co zobaczył, nie było ptakiem, choć szybko latało. Przypominało raczej jaszczurkę, ale te rzadko mieszkały w mieście. Czyżby był to smok?

 

Zeznanie cieśli

 

Zaniepokojony postanowił wybrać się do Ratusza i opowiedzieć wszystko, co zapamiętał. Skryba nie dowierzał temu, co usłyszał, ale skrupulatnie notował każdy szczegół. Otóż widziany 13 czerwca 1746 roku smok był maszkarą niezbyt dużą. Ciało jego było czarne, długie na trzy łokcie, lecz grube tylko na 3,5 cala. Głowa i ogon miały spiczasty kształt. Już tyle wystarczyło, by stwierdzić, że potwór nie był urodziwy. Cieśla kontynuował opis: zwierzę miało cztery jasnobrązowe nogi jak jaszczurka. Pyskowi niestety nie przyjrzał się zbyt dokładnie.

Dokument został sporządzony, lecz nikt nie planował schwytać latającego zwierza. Johann opowiadał rodzinie i przyjaciołom o swej przygodzie, coraz to bardziej ubarwiając historię. Dzieci wybrały się nawet w okolicę gdaniska na poszukiwania. Wierzyły, że zwierzę mogło się łatwo skryć w którejś z dziur w murach. Niczego jednak nie znalazły.

 

Smok powraca

 

Tymczasem do toruńskich strażników zgłosiła się Katarzyna Storchin, żona żołnierza miejskiego. Tłumaczyła, że 5 tygodni wcześniej, za oknem widziała na własne oczy latającego smoka. Zmierzał od strony Bramy Kotlarskiej, to jest stamtąd, gdzie dziś łączy się ulica Szeroka z Przedzamczem. Katarzyna relacjonowała, że zwierzę leciało, mimo że nie miało ani nóg, ani skrzydeł. Wyróżniał je długi, lśniący, tępo zakończony ogon i spiczasta głowa.

 

Co widziała Katarzyna?

 

Czy to, co widziała przestraszona kobieta, było smokiem napotkanym przez cieślę Johanna? Rzecz to zagadkowa. Czyżby to przywidzenie? Może dziecięcy latawiec? Chyba nigdy się nie dowiemy. Toruński potwór w niczym nie przypominał smoków, jakie malowali dawni mistrzowie. Nie miał zielonej łuski i potężnych łap, nie był nawet większy od konia. Ogniem zionąć też nie próbował, szkody nikomu w Toruniu nie uczynił.

Dziś natomiast każdy, kto zmierza ulicą Przedzamcze do ruin zamku krzyżackiego, zobaczy figurę smoka. Przypomina ona o tajemniczych wydarzeniach, które rozegrały się w tej okolicy.

 

Opracowanie opowieści: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać następną legendę

Legenda o białej damie

 

Najukochańsza żona

 

W jednym z toruńskich domów zapanowała wielka żałoba. Jego właściciel, zamożny i szanowany kupiec, mimo posiadanych bogactw nie zdołał ocalić od śmiertelnej choroby największego ze swoich skarbów – umiłowanej żony. Kobieta zmarła przedwcześnie, pozostawiając krewnych w smutku i tęsknocie. Lamentom nie było końca, lecz należało ją pożegnać i wyprawić w ostatnią podróż.

Kupiec nie szukał długo najlepszego miejsca na pochówek żony. Musiała to być krypta w kościele świętych Janów. Obszerna, murowana z cegły i kamienia, taka, która przetrwa wieki. Czym prędzej dogadał się z proboszczem i nie pozostało nic innego, jak tylko złożyć nieboszczkę w kościele na marach i oczekiwać mszy żałobnej.

 

Chciwy kościelny

 

Mąż nie szczędził pieniędzy, by przyozdobić ciało ukochanej wspaniałymi klejnotami. Suknia przetykana złotą nicią, naszyjnik i błyszczące kamienie nęciły gapiów. Wabiły chciwe spojrzenia ciekawskich, obecnych pośród żałobników. Nic dziwnego, że jeden z nich uległ nikczemnej pokusie. Był to zakrystian. Gdy zapadła noc i kościół opustoszał, zakradł się w pobliże otwartej trumny. Jedynie świeca rozświetlała mrok, ale to wystarczyło, by wypatrzył najokazalszy pierścień. Łatwy łup był na wyciągnięcie ręki. Chciwość wzięła górę nad rozsądkiem, gdy tylko chwycił przystrojoną dłoń kobiety. Zdziwił się jednak, gdy opuchnięte palce nie chciały oddać pierścienia. Rozgniewany, postanowił dokończyć dzieła i odgryźć palec razem z klejnotem! W tej samej chwili nieboszczka podniosła przerażający krzyk. Przebudzona w zimnej i ciemnej świątyni wybiegła, nim złodziej się obejrzał. Podążyła ulicami Torunia do swego domu przyodziana w białą suknię widoczną z oddali w blasku księżyca. Ci, którzy nie mogli spać tej niezwykłej nocy i niechcący zerknęli przez okna, zobaczyli ją kroczącą w stronę ulicy Szerokiej. Na ich oczach szła ta, która dopiero umarła.

 

Szczęśliwy powrót

 

Nie wiadomo, jak wyglądało spotkanie kobiety z mężem. Pewne jest jednak, że proboszcz, który w największym zdenerwowaniu zjawił się o świcie w domu kupca, zobaczył parę uradowaną powtórnym spotkaniem. Wkrótce, na fasadzie domu stanęła rzeźba przedstawiająca kobietę w białej szacie. W ten sposób mąż upamiętnił radosny powrót ukochanej. Mieszkańcy, gdy ochłonęli już po tej sensacyjnej nocy, zaczęli opowiadać sobie historię o powstałej z martwych. Nazywali ją białą damą.

Nikt jednak nie mógł znaleźć zakrystiana. Dziwiono się, że tak nagle porzucił zajęcie. Czyżby postradał zmysły ze strachu i uciekł z miasta?

*

Dom przy ulicy Szerokiej 24 nie posiada już pięknego portalu z kamienną figurą Białej Damy. W kościele św. Janów zachowane są rozległe krypty, w których po dziś dzień spoczywają dawni torunianie.

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać jeszcze jedną legendę

Legenda o powstaniu nazwy miasta Toruń

 

Miasto na brzegu Wisły

 

Wisła to najdłuższa rzeka płynąca przez nasz kraj. Widziała najważniejsze wydarzenia w jego historii. U jej brzegów wyrosły zamki i miasta. Jedno z nich, zbudowano w zakolu rzeki, na jej prawym brzegu. Za sprawą krzyżaków zostało ono ogrodzone wysokimi murami z czerwonej cegły. Wzniesiono je, by wraz z basztami i bramami otulały miasto i zapewniały bezpieczeństwo jego mieszkańcom. Wisła bacznie obserwowała, jak prędko rozkwita życie w nowym mieście.

 

Wiślane opowieści

 

Jedna z baszt, górująca nad murami obronnymi, szczególnie zwróciła uwagę wszędobylskiej rzeki. Basztę zaś, która nieustannie i w bezruchu, dniem i nocą pilnowała mieszkańców miasta, cechowała ogromna ciekawość. Któż więc, jak nie Wisła, mogła przynieść wieści z dalekiego świata?

Rzeka zaczęła snuć opowieści o tym, co widziała. W górach poiła zwierzynę, smok u stóp Wawelu pozdrawiał ją językami ognia, pracowici ludzie budowali mosty, by połączyć jej odległe brzegi. Flisacy spławiali drewno wodami Wisły, kupcy na statkach wieźli towary, a dziewczęta wzdychały za tymi, którzy długo nie wracali z podróży.

 

Wieża w niebezpieczeństwie

 

Wieża wsłuchiwała się w opowieści rzeki, lecz z czasem poczuła tęsknotę za nieznanym. Zazdrość wzrastała w niej z dnia na dzień. W ten sposób, przyjaźń między Wisłą a wieżą słabła. Baszta nie chciała już wysłuchiwać przechwałek rzeki, lecz ta wciąż szeptała jej o swych przygodach. Obojętność wieży tak rozzłościła rzekę, aż swe wody zaczęła kierować w stronę dawnej przyjaciółki. Siłą nurtu napierała w głąb lądu, a fale coraz mocniej uderzały w basztę. Ta, przerażona niebezpieczeństwem, zwróciła się do rozgniewanej rzeki:

– Wisło! Nie płyń tak blisko, bo runę!

– To ruń! – odparła złośliwie Wisła.

 

Imię dla miasta

 

Nieopodal przechodzili dwaj wędrowcy. Dotarli oni do bram niedawno powstałego miasta, zastanawiając się, jaką nosi ono nazwę. Do ich uszu dotarły niesione echem słowa rzeki, rozgniewanej na przekrzywioną już wieżę. To ruń, to ruń, to ruń – brzmiało wokoło. Podróżnicy, usłyszawszy te słowa, uznali je za nazwę miasta, do którego trafili. Nanieśli ją na mapę i od tej pory urokliwy gród nad Wisłą nosi nazwę Toruń. Podróżnicy, którzy będą spacerować wzdłuż murów miejskich, bez trudu znajdą basztę. Tę samą, która kłótni z Wisłą zawdzięcza swój kształt i nazwę – Krzywa Wieża.

*

Krzywą Wieżę możecie podziwiać do dziś. Polecamy Wam obejrzeć ją nie tylko od strony miasta, ale i od zewnątrz. Wówczas w pełni docenicie jej znaczne pochylenie i piękną ceglaną sylwetkę. Wszystkie historie związane z Krzywą Wieżą znają toruńscy przewodnicy. Nie wahajcie się ich zapytać.

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać następną  legendę

Legenda o toruńskich katarzynkach

 

Poczciwy mistrz piernikarski

 

Wiele wieków temu żył w Toruniu mistrz piernikarski, który cieszył się szczególnym uznaniem. Po pierwsze dlatego, że jego wyroby były niesłychanie smaczne. Po drugie, lubiano go za życzliwość. Był człowiekiem skorym do pomocy, uśmiech go nie opuszczał, a serce miał otwarte na innych ludzi. Nieraz zdarzało się, że tym, którzy byli w kłopocie, sprzedawał swoje wypieki taniej, żeby też mogli cieszyć się ich smakiem.

Mistrz miał córkę Katarzynę, dziewczynkę o równie promiennej twarzy i wrażliwym usposobieniu, co jej tata. Lubiła obserwować pracę ojca i od najmłodszych lat krzątała się po piernikarni, starając się pomóc w każdej czynności.

Mijały lata, a Katarzynka wyrastała na piękną młodą kobietę. Mistrza zaś czas naznaczał, dodając mu coraz więcej srebrnych pasm na głowie i zmarszczek na radosnym obliczu. Mimo tego pracował niestrudzenie, by zarobić na dostatnią przyszłość dla siebie i córki. Pewnego razu zapadł na ciężką chorobę i nie miał już sił wypiekać pierników dla torunian.

 

Katarzynka w roli czeladnika

 

Przysparzało mu to ogromnych zmartwień, gdyż w mieście było wielu piekarzy chętnych do zajęcia jego miejsca. Przywołał więc do siebie córkę i poprosił o zastąpienie go. Zadanie było ryzykowne. Dziewczyna w roli mistrza cechu chleba miękkiego i niewarzonego – to było nie do pomyślenia! Czeladnicy i pozostali mistrzowie nie byli zadowoleni z tego pomysłu i patrzyli na Katarzynkę podejrzliwie. Jednak tym razem postanowili zrobić wyjątek i pozwolić jej pracować. Wierzyli, że mistrz prędko wyzdrowieje i stary porządek powróci.

Katarzynka tyle razy obserwowała ojca podgrzewającego miód, wyrabiającego ciasto, odciskającego piernikowe kształty, że od razu przystąpiła do dzieła. Znała recepturę i bez trudu przygotowała porcję ciasta na pierniki. Chciała dowieść, że dorówna mu wprawą. Gdy nadszedł czas, aby wypiekom nadać kształt, okazało się, że drewniane formy wyrzeźbione przez ojca zniknęły. Zaglądała do każdego kąta, lecz nigdzie ich nie znalazła. Czyżby któryś z czeladników nie chciał, aby sprostała zadaniu? Nie chciała kłopotać mocno osłabionego już staruszka, więc postanowiła, że sama uformuje ciasto. Chwyciła nieduży cynowy kubeczek i zaczęła wycinać nim medaliony. Wkładała je parami do gorącego pieca. Lądowały blisko siebie, bo Katarzynka chciała zmieścić ich jak najwięcej. Tam, gdzie trzy pary połączyły się w jedno ciastko, powstał nieznany dotąd kształt.

 

Najlepsze pierniki w Toruniu

 

Katarzynka ułożyła ostygłe pierniki w koszu i poszła na Rynek obawiając się, czy sprzeda je pomimo dziwnych kształtów. Wielkie było jej zaskoczenie, gdy okazało się, że pachnące pierniki zaciekawiły torunian, a nawet przyjezdnych kupców. Cieszyły się większym powodzeniem niż dotychczas. Ich kształt był niepowtarzalny, a smak wyśmienity. Katarzynka nie zmieniła receptury, lecz w przygotowanie włożyła całą swoją miłość do starego ojca. Docenili to wszyscy, którzy ich spróbowali.

 

Jak rozpoznać katarzynki?

 

Kształt, który powstał nieumyślnie, przetrwał. Wiele lat po Katarzynce powtarzali go kolejni piernikarze. Nawet dziś charakterystyczna forma sześciu złączonych ze sobą medalionów jest nie do pomylenia z żadną inną. Wędrując po Toruniu za zapachem pierników, z pewnością traficie na te o wdzięcznej nazwie pochodzącej od imienia pracowitej i kochającej Katarzynki.

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać jeszcze jedną legendę