Category Archives: Blog


Legenda o ratuszowym kalendarzu

 

Serce Torunia

 

Na toruńskim Rynku góruje Ratusz Staromiejski. Jego mury czerwienią się w słońcu i zachwycają gości z najodleglejszych zakątków świata od niepamiętnych czasów. W Ratuszu zawsze było gwarno i kolorowo. Przez bramy przejeżdżały konie, stukając kopytami o kamienny bruk. W sukiennicach kupcy targowali się o najlepsze tkaniny. Przekupki w ławach chlebowych wykładały pachnące bochenki i nawoływały o poranku do zakupów. Złoczyńcy o nieszczęśliwych oczach prowadzeni byli przez dziedziniec do sądu, gdzie miała ich spotkać sprawiedliwość. Na piętrach zaś, o przyszłości Torunia dyskutowała Rada Miejska, czyli zgromadzenie doświadczonych i mądrych mieszczan.

 

Ambitny burmistrz

 

Ponad 400 lat temu, na czele Rady stanął wyjątkowy człowiek. Był to Henryk Stroband, który zawsze miał głowę pełną pomysłów. Gdy był młody, kochał książki i sztukę. Jeździł na uniwersytety, by wśród uczonych zdobywać wiedzę i zaspokajać swoją ciekawość świata. W końcu jednak wrócił do Torunia i podjął się odpowiedzialnej pracy. Został burmistrzem! Miał rządzić Toruniem. Gdy tylko zajął swoje nowe miejsce w Ratuszu, przystąpił do planowania. Zapragnął ozdobić Toruń kilkoma nowymi budowlami. Wszystko, co przychodziło mu na myśl, kazał notować. Pewnego razu, gdy pisarz nie zdążył jeszcze zamoczyć pióra w atramencie, burmistrz już wymieniał: zbrojownia, odwach dla miejskich żołnierzy, gimnazjum akademickie z wielką biblioteką, bastiony… Na końcu wyliczanki zawahał się lekko, podrapał po głowie i zadowolony wykrzyknął: Ratusz Staromiejski! Zdziwiony skryba odważył się zapytać: jak to, przecież mamy już Ratusz?!

 

Niezwykły pomysł architekta

 

Burmistrz chciał, żeby najważniejsza budowla miasta była jeszcze wspanialsza i przynosiła Toruniowi należytą chlubę. Pierwszą rzeczą, jaką musiał zrobić, było znalezienie architekta. Spośród chętnych jeden wyróżnił się szczególnie. Miał niesłychany koncept! Chciał zrobić z Ratusza kalendarz. Burmistrz zachwycony ideą ceglanego kalendarza kazał przystąpić do dzieła. Zawierzył całkowicie w umiejętności pełnego fantazji architekta. Sale opróżniono, ustawiono rusztowania i oczekiwano wielkich zmian.

Wiele miesięcy później budowa miała się ku końcowi. Murarze wciąż uwijali się od świtu do zmierzchu, a kamieniarze wykuwali ozdobne elementy z najwyższą dokładnością. Ku zadowoleniu burmistrza mury pięły się w górę, lecz wciąż ani on, ani mieszkańcy Rynku nie widzieli kalendarza. Zaczęto nawet podejrzewać, że architekt wykiwał burmistrza i z jego obietnic będą nici.

W końcu plac budowy uprzątnięto i zwołano wszystkich, by mogli podziwiać nową bryłę Ratusza Staromiejskiego. Była to okazja do świętowania! Rada Miasta poprosiła architekta odpowiedzialnego za całe to zamieszanie o opowiedzenie o swoim projekcie. Pomysł z ceglanym kalendarzem miał być nareszcie wyjaśniony.

 

Ceglany kalendarz

 

Dumny architekt opowiadał: jedna wielka wieża, czyli najstarsza część Ratusza, symbolizuje jeden rok. Cztery małe wieżyczki na narożnikach budowli, które dodałem, oznaczają cztery pory roku. Wewnątrz urządziłem dwanaście wielkich sal, bo rok ma tyle miesięcy. Pięćdziesiąt dwie mniejsze sale są jak tygodnie w roku. Do tego potrzebne było tyle okien, ile dni ma cały rok! Oto toruński kalendarz. Stał się on powodem do dumy dla burmistrza i całego Torunia.

Był tylko jeden mały kłopot. Co z rokiem przestępnym? I z tym sobie poradzono! Raz na cztery lata wzywano murarza, który od strony dziedzińca wykuwał małe okienko. Z końcem roku zamurowywał je na kolejne trzy lata, a potem zaczynał pracę na nowo.

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać następną legendę

Legenda o kucharzu Jordanie

 

Mamy dość krzyżaków!

 

Średniowieczny Toruń był piękny i potężny. Słynął z czerwonych budowli i przedsiębiorczych mieszkańców.  Wielu z nich zajmowało się handlem. Dzięki temu miasto się bogaciło, a Wisłą i szlakami lądowymi stale przybywały najróżniejsze dobra. Tymczasem rycerze krzyżaccy, zaczęli utrudniać torunianom interesy. Chcieli czerpać coraz to większe zyski z wiślanego handlu. Nic dziwnego, że mieszkańcy Torunia zapragnęli pozbyć się ciężaru krzyżackiej władzy.

 

Jak pozbyć się krzyżaków z Torunia?

 

Najbardziej pomysłowi mieszczanie sprzysięgli się przeciw krzyżakom i zaplanowali wypędzić ich z miasta. Rzecz nie była łatwa. Zamek, który zamieszkiwali rycerze, był budowlą mocną, położoną blisko Wisły, tuż za murami Starego Miasta Torunia. Otaczały go grube obwarowania, a pośrodku dziedzińca zamkowego stała ośmiokątna wieża. Torunianie potrzebowali sposobu, by wedrzeć się na zamek. Wpadli na pomysł, który miał doprowadzić ich do celu. Przypomnieli sobie o krzyżackim kucharzu Jordanie. Pracował w zamkowej kuchni i gotował dla rycerzy. Na ich nieszczęście, nie darzył ich wielką sympatią. Jego znakiem rozpoznawczym była długa chochla, z którą się nie rozstawał. Torunianie łatwo dogadali się z Jordanem. Ustalili w sekrecie, że gdy Krzyżacy będą na wieczerzy, on da znak do ataku. Rozmyślał, jak powiadomić mieszczan i rycerzy w odpowiedniej chwili, a jednocześnie nie dać się przyłapać na gorącym uczynku. Gdy wszystko było zaplanowane, rozstali się, oczekując sądnego dnia.

 

Napaść na zamek

 

Nadszedł 7 lutego 1454 roku. Było już ciemno, gwar w mieście ustał, w dodatku doskwierało zimno.  Mieszkańcy pochowali się w swoich kamienicach. Nikt bez potrzeby nie szedł w okolicę zamku. Kucharz po ciężkim dniu przycupnął na taborecie, obserwując jedzących i pijących wino rycerzy. Gdy wieczerza trwała w najlepsze, a bracia zakonni stracili właściwą sobie czujność, Jordan pobiegł na szczyt czterdziestometrowej wieży. Natychmiast dał umówiony znak kucharską łyżką. Machał chochlą ile sił, lecz nie był pewien, czy jego sygnał był widoczny w zimowej ciemności. Przygotowani do ataku mieszczanie zauważyli go od razu i prędko ruszyli na zamek. Wyłamali bramę i zaczęli strzelać z obu stron. Na przedzamczu pojawił się ogień. Wśród krzyżaków zapanowało wielkie zamieszanie. Wykorzystując to, torunianie w pośpiechu podłożyli proch pod wieżę, aby ją wysadzić. Była ona niesłychanie ważna, ponieważ mogła dać ostatnie schronienie obrońcom warowni. Tymczasem Jordan ze strachu nie ruszył się z miejsca. Przyglądał się wydarzeniom przez malutki otwór w murze. Nie pomyślał, że mieszczanie postanowią wysadzić wieżę tak szybko! Wybuch ogłuszył go, a nadzwyczajna siła wyrzuciła prosto w powietrze. Wzniósł się nad Stare Miasto i gładko opadł na dach Bramy Chełmińskiej. Poczciwy kuchcik nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń.

 

Zakonnicy przepędzeni

 

Walki zakończyły się szybko, a mieszczanie zdobyli krzyżacką twierdzę. Pojmano wszystkich rycerzy i odesłano z Torunia z życzeniem, aby nigdy więcej do niego nie powracali. Jednak co się stało z Jordanem? Siedział na dachu bramy do następnego ranka. Bał się oskarżenia o zdradę. Z podsłuchanej rozmowy przechodniów dowiedział się o pokonaniu krzyżaków. Dopiero wtedy zawołał po pomoc. Gapie radowali się na widok kucharza z chochlą za pasem i na długo zapamiętali to zdarzenie. Na bramie umieścili żelazną wywieszkę przedstawiającą kucharza w czapce unoszącego długą łyżkę. Przypominała niepozornego bohatera.

 

Wywieszkę z Jordanem znajdziecie w muzeum w Ratuszu Staromiejskim. Czy rzeczywiście przedstawia kuchcika? To pozostaje zagadką. Odwiedźcie koniecznie ruiny zamku krzyżackiego w Toruniu. W otoczeniu zieleni prezentują się niezwykle malowniczo.

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać kolejną legendę

Legenda o bohaterskim kocie

 

 

 

Mysia plaga nawiedza Toruń

 

Było ciepłe lato, torunianie radowali się obfitymi zbiorami zbóż, w które obrodziła piękna ziemia chełmińska. Przedsiębiorczy kupcy handlujący żytem i pszenicą napełniali ziarnem swe spichlerze. Na polecenie burmistrza gromadzono zapasy, aby w mieście nie mogło zabraknąć jedzenia. Tymczasem opiekujący się spichlerzami zauważyli w ich okolicy myszy. Nie ma gorszego nieszczęścia niż wszędobylskie gryzonie. Po krótkim czasie myszy było tak wiele, że z pewnością spustoszyłyby wszystkie toruńskie magazyny.

Koci leniuch

 

Władze miasta orzekły – Wezwijmy na pomoc koty! – Sprowadzono sporą kocią gromadę, oczekując rychłego pozbycia się mysiej plagi. Spośród kotów wyróżniał się jednak bury kocur. Za nic w świecie nie chciał łapać myszy. Niekiedy tylko chwytał tłuste muchy i zjadał je, głośno mlaskając. Jego ulubionym zajęciem były spacery po murach okalających miasto. Najczęściej zaś wygrzewał się w słońcu strosząc futro. Zdobył także sympatię strażników miejskich. Często dostawał okruszki z ich śniadań, a nawet kawałek kiełbasy. Zimą dali mu miejsce w Bramie Chełmińskiej, aby nie musiał marznąć.

Wróg u bram Torunia

 

Pewnego mroźnego lutowego dnia 1629 roku, kocura zbudziły okrzyki i tupanie strażników. Zaciekawiony, jednym susem wyskoczył ze swojej skrzynki i znalazł się w środku wielkiego poruszenia. Na miasto najechali Szwedzi przysłani przez groźnego króla Gustawa Adolfa. Szturmowali mury miejskie. Wystrzały armatnie ogłuszały, mróz szczypał w nos, lecz kot wcale nie szukał cichego kącika. Dotąd leniwy, w końcu pokazał swoje waleczne oblicze. Odbijając się od ramienia jednego ze zbrojnych mieszczan, wskoczył na mur i atakował. Przyczajał się na wroga z góry i – jeśli tylko któryś przedarł się przez bramę – drapał go i gryzł. Z wielką zwinnością chwytał Szwedów za nogi i zadawał im liczne rany.

Kot broni miasta przed Szwedami

 

Walka trwała dwa dni i po wielokroć wystrzeliwała legendarna armata nazywana „Mnichem”. Koniec zawieruchy był dla torunian szczęśliwy. Zwycięstwo! Strażnicy broniący barbakanu i Bramy Chełmińskiej wyszli ze starcia cało, podobnie jak dzielny kot. Wieść o zasługach pręgowanego leniucha, który nie chciał łapać myszy, rozeszła się szybko. Opowiadano sobie o nim w karczmach i kramach. Aby okazać wdzięczność kociemu żołnierzowi, torunianie nadali nowe kocie nazwy budowlom obronnym znajdującym się wokół Bramy Chełmińskiej. Cztery smukłe wieże zostały Kocimi Łapami, baszta na jednym krańcu otrzymała miano Kociego Ogona, a ta na drugim – Kociego Łba. Barbakan zaś – jako najpotężniejszy – nazwano Kocim Brzuchem.

 

Dziś, wędrując do samego końca ulicy Podmurnej, zobaczyć można już tylko Koci Łeb. Basztę rozpoznacie po okrągłej sylwetce. Spróbujcie też poszukać kota przyczajonego na dachu kamienicy przy Rynku Staromiejskim nieopodal Dworu Artusa.

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich

 

Chcę przeczytać następną legendę

Toruńskie atrakcje z adrenaliną

Toruńska starówka zaliczona. Co dalej?

 

W Toruniu można jedynie jeść pierniki, patrzeć na gotyckie mury i spacerować nad Wisłą. To niepełny obraz turystycznego Torunia. Jeśli zdawało Wam się, że nie przeżyjecie tu nic bardziej emocjonującego niż selfie z Krzyżakiem, to jesteście w błędzie. Strach, trochę ruchu, rywalizacja? Jeśli poszukujecie takich wrażeń, Toruń ma wiele do zaoferowania.

Spieszymy z krótkim zestawieniem atrakcji dla lubiących adrenalinę. Wszystkie wymienione niżej miejsca, oprócz Bunkra-Wisła, położone są poza starówką, na obrzeżach miasta. Na szczęście w Toruniu jest wszędzie blisko. Z łatwością dojedziecie tam miejskim autobusem MZK lub samochodem. Poznacie tu także miejsca dobre na intensywny wypad z przyjaciółmi i atrakcje dla dorosłych w Toruniu.

 

Toruń z lotu ptaka

 

W podniebnej wycieczce obejdzie się bez szaleństw, ale w tym wypadku to chyba zaleta. Wrażeń dostarczą Wam widoki szerokiego koryta Wisły i iskrzących się w słońcu czerwonych dachów starówki.

Loty widokowe można zamówić od kwietnia do września, gdy niebo jest czyste, a skąpane w zieleni miasto tym piękniejsze.  Z wysokości  najlepiej przekonacie się o średniowiecznym rodowodzie Torunia. Z łatwością odczytacie niezmieniony do dziś zarys układu urbanistycznego Starego i Nowego Miasta Torunia. W końcu największą atrakcją Torunia jest sam Toruń wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Na pokład samolotu pilot zabiera najwyżej 3 pasażerów. Wszystkie zbędne, niebezpieczne przedmioty zostawcie w samochodzie. Przyda się Wam jedynie aparat fotograficzny i nieco odwagi. Rejs nad Toruniem trwa 10 lub 20 minut. Opcje czasowe oczywiście różnią się ceną. Standardowo jest to 500 lub 700 zł, natomiast na stronie Aeroklubu ogłaszane są okresowo promocje.  W 2020 r. 20 minut kosztuje tylko 499 zł!

Wolicie unosić się nad ziemią lekko niczym piórko i szybować niesieni podmuchami wiatru? To marzenie również da się spełnić. Loty szybowcem Puchacz są nieco tańsze. Ok. pół godziny – 499 zł. Wystartujecie za samolotem lub za wyciągarką. Licencjonowany pilot oraz certyfikat dla Aeroklubu Pomorskiego potwierdzający możliwość wykonywania lotów pasażerskich powinny uspokoić Wasze nerwy przed odlotem.

Termin, czas odlotu ustalicie z Aeroklubem. Czynnikiem warunkującym odbycie się wycieczki jest odpowiednia pogoda.

 

 

 

Nalot bombowy w Bunkrze-Wisła

 

Czy ktoś o zdrowych zmysłach chciałby przeżyć nalot? Okazuje się, że tak! Tym bardziej, że bombardowanie jest symulowane, lecz obiekt całkowicie autentyczny. Wielu turystów pyta, czy w Bunkrze jest strasznie. W końcu pokaz polega na imitacji sytuacji zagrożenia. Słychać eksplozje, lecące nisko samoloty i wystrzały. Dźwięk jest wszechogarniający, a światło często gaśnie. Sam schron (a właściwie szczelina przeciwlotnicza) ma swój charakter. Jest chłodno a korytarze są długie i wąskie. Można powiedzieć, że dla niektórych jest strasznie. Jednak większość odwiedzających wychodzi z Bunkra-Wisła mimo, że nieco oszołomiona to uśmiechnięta. Jest tak dlatego, że najważniejszą rolę gra tam animator. On wprowadza nastrój, buduje napięcie i dba o poczucie bezpieczeństwa.

W trakcie ataku na miasto nie będziecie mieli czasu go oglądać, ale obiekt to betonowa szczelina przeciwlotnicza z 1943 roku. Na początku pokazu dowiecie się co nieco o jej pochodzeniu i właściwościach.

Pokaz trwa 15 min. i kosztuje tylko 6 zł. Atrakcja czynna jest zwykle między kwietniem a październikiem. We wrześniu i październiku dla osób indywidualnych – tylko w weekendy.

 

 

 

Gokarty na Awix Racingarena

 

A może małe wyścigi? Polecamy Wam tor gokartowy w Toruniu. Ostrożni zastanawiają się pewnie czy gokarty to zabawa dla dzieci? Tak, ale tych nieco starszych. Trzeba spełnić dwa warunki jednocześnie: mieć  12 lat i 150 cm wzrostu. Awix Racingarena ma też dwa pojazdy dwuosobowe gdzie opiekun może zabrać ze sobą  małe dziecko. Jeśli jesteście odpowiednio duzi, ale czujecie się kompletnie zieloni, nie macie wielkich powodów do obaw,  każdy nowicjusz przechodzi szkolenie z bezpieczeństwa jazdy i zachowania się na torze.

Dla osób indywidualnych, rodzin tor jest czynny od marca do listopada. Latem oblężenie jest duże, więc nie przyjeżdżajcie bez zapowiedzi. Koniecznie rezerwujcie wejście telefonicznie albo mailowo. Jeśli jednak lubicie zimowe warunki, to po wcześniejszym szczegółowym umówieniu się możecie jeździć też zimą. Ci z Was, którzy chcieliby wyglądać jak postrach toru mogą zjawić się w specjalnym kombinezonie, ale właściwie wystarczy tylko wygodny strój i sportowe obuwie.  Najważniejsza jest kominiarka, którą założycie pod kask.  Jeśli nie macie własnej, kupicie ją na miejscu po 10 zł.

Ile kosztuje zabawa na gokartach? Wstępnie musicie zapłacić 10 zł za obowiązkową licencję wyścigową.  Potem cena przejazdu waha się w zależności od typu pojazdu i czasu. Na 1 levelu w gokarcie SODI GT5 za czas 2 x 10 min. zapłacicie 95 zł. Trasa ma 9  km. Na kolejnych levelach, pod warunkiem, e będziecie odpowiednio szybcy na pierwszym, zaliczycie dłuższe trasy i wsiądziecie w inne pojazdy. Są one dostępne dla bardziej zaawansowanych kierowców.

Zastrzyk pozytywnej energii,  adrenalina, prędkość do 80 km/h i przede wszystkim dobra zabawa – to czeka Was na znakomitym torze. Położony jest tuż obok sławnej toruńskiej Motoareny  im. Mariana Rosego – najnowocześniejszego stadionu żużlowego na świecie.

 

 

 

Park Linowy Barbarka

 

Spacer po lesie to straszna nuda? Nie, jeśli robicie to w na wysokości 10 metrów, a pod Waszymi nogami jest tylko kołysząca się deseczka.

Czekają na Was 4 trasy. O ich dostępności decyduje Wasz wzrost. Każda z tras ma unikatowe przeszkody. Linowe mosty wśród drzew, elementy bujane, drabinki, siatki  i oczywiście zjazdy tyrolskie, najdłuższy ma 40 metrów.  Najwyżej położona  trasa rozciąga się na wysokości 10 metrów.

Jeśli wybierzecie się do Parku z całą rodziną, miejcie na uwadze, że dzieci do lat 13 mogą bawić się na wysokościach tylko w asyście dorosłego. Maluchy, które ukończyły 6 lat mogą próbować sprostać wyzwaniom parku, ale muszą mieć minimum 120 cm wzrostu. Toruński Park Linowy może się pochwalić certyfikatem Bezpieczny Park Linowy. Najlepiej jeśli Wy również będziecie pamiętać o swoim bezpieczeństwie i komforcie zakładając pełne obuwie, wygodne spodnie, na których znajdzie się uprzęż oraz zwiążecie włosy. Jeśli czujecie się nieco zestresowani myślą o wycieczkach ponad znanym poziomem gruntu, fachowi  instruktorzy pomogą Wam odnaleźć się w gąszczu lin i gałęzi. Niektórzy poczują się jak w grze, skacząc po drewnianych kładkach, inni będą mieli satysfakcję z pokonania słabości i dziarskiego wdrapania się niemal pod korony drzew.

Bilet zwykły w weekend na 1 przejście kosztuje 30 zł, a np. na 4 przejścia tylko 60 zł.  W dni powszednie jest nieco taniej. Park otwarty jest od kwietnia do września. Odwiedziny musicie rezerwować tylko jeśli jesteście w grupie ponad 10 osób.

Osada Leśna Barbarka przygotowała dla Was bezpłatny parking. W weekendy czynny jest położony nieopodal sklepik w Leśniczówce. Otrzymacie tam ciepłą herbatę, napój i przegryziecie wafelka przed dalszą podróżą. Gdy poczujecie jednak, że przyroda i ruch to za mało, na Barbarce poznacie nieco historii. Korzystając z okazji zajrzyjcie do maleńkiej kaplicy i na otaczający ją cmentarz (w niedzielę, z czasie mszy od 12:30 do 14:00 Park Linowy ma przerwę. ) Barbarka ma niezwykle długą historię. Jej nazwa związana jest z kultem św. Barbary. Pierwsza kaplica stanęła tu już w XIII wieku i była miejscem pielgrzymek. Nawiedzano święte źródełko, którego woda miała leczyć kołtun.

Dziś okolica obfituje w najróżniejsze udogodnienia. Znajdziecie tu plac zabaw, małą tężnię solankową i przyrodnicze ścieżki edukacyjne. Po zejściu z wysokości będziecie chcieli spędzić tu jeszcze więcej czasu na świeżym powietrzu.

 

Fort IV Twierdzy Toruń

 

Znakomita atrakcja dla początkujących eksploratorów. Ogromny obiekt przystosowany do odwiedzin turystów zaspokoi potrzeby zarówno tych, którzy są wprawionymi w bojach odkrywcami fortyfikacji, jak i nowicjuszy, którzy dopiero chcą się zakochać w pruskiej twierdzy.

Fort artyleryjski, jeden z kilkunastu w Toruniu wzniesiono w latach 1879-1874 dla 500-osobowej załogi i obsługi dział średniego i ciężkiego kalibru, czyli łącznie ok. 800 żołnierzy. Zobaczycie imponującą bramę i most nad fosą, zajrzycie do prochowni, latryny, poznacie pancerne stanowiska obserwacyjne artylerii, obrotowe wieże obserwacyjne i przejdziecie ciemną poterną.

Jeśli czujecie się na siłach zwiedzać obiekt sami, Fort IV jest czynny od 8:00 do 20:00 przez okrągły rok. Bilet to jedynie 8 zł dla dorosłych i 5 zł dla dzieci. By w pełni zrozumieć jego znaczenie, odkryć zakamarki i przekonać się jak wyglądało życie przebywających tam żołnierzy – przyda się przewodnik.  Dla małych grup do 10 osób to dodatkowy niewielki koszt 43 zł.  Przejście zajmuje do godziny. Zdecydowanie przydaje się latarka i wygodne obuwie.  Polecamy zaopatrzyć się też w cieplejszą bluzę, pod warstwą cegły i ziemi chłód  utrzymuje się stale, bez względu na porę roku.

Ponadto, w piątki i soboty przewodnicy dyżurują i czekają na każdego chętnego zwiedzającego.  Nawet nie trzeba się zapisywać, wystarczy wpaść. Latem o 21:00 a od listopada do marca o 20:00. Warto przy okazji świąt, długich weekendów śledzić aktualności Fortu IV. Przy odrobinie szczęścia traficie na podchody czy zwiedzania „z duchami” po zmroku.  Gratką, nie tylko dla dzieciaków, jest zwiedzanie z pochodniami. Nierzadko napotkacie tam pruskich żołnierzy, którzy staną się Waszymi przewodnikami. Spodziewajcie się solidnej musztry.

Dla najbardziej zatwardziałych fanów fortyfikacji Fort IV zorganizował noclegi  i śniadania. Specyficzny charakter miejsca pozwala na ograniczone wygody. Zapewniamy jednak, że noc w murach twierdzy będzie dla niektórych przeżyciem samym w sobie.

 

 

Jak się przekonaliście toruńskie atrakcje (nie tylko) turystyczne to więcej niż pomnik Kopernika i Rynek. W Toruniu znajdziecie wiele opcji rozrywki łączącej się z poznawaniem historii.

Wycieczka szkolna do Torunia – co warto wiedzieć przed przyjazdem?

Kiedy zaplanować wycieczkę do Torunia?

 

Już zimą toruńskie atrakcje turystyczne czują zbliżający się wysoki sezon. Szkolny sezon wycieczkowy rozkręca się na dobre w połowie kwietnia. Kulminacja następuje na przełomie maja i czerwca. Te dni znikają z kalendarzy toruńskich atrakcji jako pierwsze. Nawet w ostatnim tygodniu roku szkolnego gościmy w Toruniu wiele grup dziecięcych. Domyślacie się, że w mieście są wtedy prawdziwe tłumy.
Najbardziej przezorni organizatorzy, biura podróży rezerwują wejścia już w październiku, jeśli jednak Wy zaczynacie później to nie martwcie się, bo z naszym poradnikiem pójdzie Wam gładko.

 

Rezerwacja miejsc w atrakcjach. Jak nie zwariować?

 

Niektóre atrakcje mają swój własny system internetowej rezerwacji biletów. Spośród najpopularniejszych są to Żywe Muzeum Piernika i Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy. Kluczową sprawą jest chwila otwarcia systemu rezerwacji na nowy sezon wycieczek szkolnych. Najczęściej ma to miejsce w grudniu lub na samym początku stycznia. Zdradzimy Wam, że miejsca w Żywym Muzeum Piernika wyprzedają się jak świeże bułeczki już w ciągu kilku pierwszych dni. Większość atrakcji prowadzi zapisy grupowe mailowo.

Co zrobić, gdy nie uda Wam się załapać na termin? Bądźcie cierpliwi i sprawdzajcie regularnie, czy pożądana godzina się zwolniła. Internetowe rezerwacje pozostawione bez potwierdzeń lub zadatków przepadają. To otwiera możliwość wizyty kolejnym chętnym grupom. Najpopularniejsze obiekty uruchamiają dodatkowe godziny wstępu. Pytajcie o taką możliwość lecz pamiętajcie, że bilety mogą być nieco droższe. Ponadto dowiadujcie się, czy prowadzone są listy rezerwowe. W Domu Legend zawsze staramy się tworzyć takie kolejki chętnych. Dzięki temu udaje nam się zmieścić (prawie) wszystkich chętnych na pokazy legend.

Nie idźcie na żywioł. W sezonie kwiecień – czerwiec do atrakcji z określoną liczbą miejsc, jak np. Planetarium, Dom Legend Toruńskich, Żywe Muzeum Piernika bez wcześniejszej rezerwacji nie macie szans się dostać. Najbardziej rozchwytywane są godziny w  środku dnia tj. od 11 do 15, ze względu na dużą liczbę wycieczek jednodniowych. Najłatwiej dostać się na późne popołudnia.

 

 

 

 

Gdzie zjeść w Toruniu?

 

W kwestii rezerwacji podobnie rzecz ma się z obiadami. Nawet najpopularniejszy fast food serwujący hamburgery przyjmuje wcześniejsze zapisy. Znalezienie miejsca dla 50 osób na starówce w porze obiadowej w czerwcu graniczy z cudem. Dużym wzięciem cieszą się bary mleczne w Toruniu, w centrum znajdziecie trzy: Bar Małgośka, Bar Katarzynka i Bar Pod Arkadami. Korzystając z baru musicie pamiętać, że nie spędzicie w nim godzinki na poobiednim odpoczynku. Kolejna grupa przyjmowana jest zwykle po 30 minutach.

 

W Toruniu wszędzie blisko

 

Większość atrakcji dla dzieci położna jest na starówce. To bardzo zwarty, kompaktowy obszar, na którym w odległości 5-10 minut drogi odnajdziecie minimum kilkanaście muzeów, teatrów, miejsc prowadzących warsztaty i interaktywne pokazy odwiedzanych regularnie przez młodych turystów. Między nimi będziecie poruszać się tylko i wyłącznie piechotą. Pamiętajcie jedynie, by do każdego podanego przez atrakcję czasu trwania zwiedzania dodać 10-15 minut na sprawy techniczne: szatnię, toalety i nieodłączny sklepik z pamiątkami.

 

Podsumowanie

 

Wiosenne wycieczki planujcie późną jesienią, rezerwujcie najpóźniej w styczniu. Wymarzony plan wycieczki rzadko udaje się zrealizować, na etapie bukowania wizyt w atrakcjach przygotujcie się na zmiany i zachowajcie elastyczność.  Na szczęście w Toruniu nie brakuje atrakcji do wyboru. Ponad wszystko pytajcie! Możecie polegać na doświadczeniu ludzi obsługujących atrakcje turystyczne i podążać za ich wskazówkami.

Do zobaczenia w Toruniu!