Legenda o toruńskich katarzynkach

 

Poczciwy mistrz piernikarski

 

Wiele wieków temu żył w Toruniu mistrz piernikarski, który cieszył się szczególnym uznaniem. Po pierwsze dlatego, że jego wyroby były niesłychanie smaczne. Po drugie, lubiano go za życzliwość. Był człowiekiem skorym do pomocy, uśmiech go nie opuszczał, a serce miał otwarte na innych ludzi. Nieraz zdarzało się, że tym, którzy byli w kłopocie, sprzedawał swoje wypieki taniej, żeby też mogli cieszyć się ich smakiem.

Mistrz miał córkę Katarzynę, dziewczynkę o równie promiennej twarzy i wrażliwym usposobieniu, co jej tata. Lubiła obserwować pracę ojca i od najmłodszych lat krzątała się po piernikarni, starając się pomóc w każdej czynności.

Mijały lata, a Katarzynka wyrastała na piękną młodą kobietę. Mistrza zaś czas naznaczał, dodając mu coraz więcej srebrnych pasm na głowie i zmarszczek na radosnym obliczu. Mimo tego pracował niestrudzenie, by zarobić na dostatnią przyszłość dla siebie i córki. Pewnego razu zapadł na ciężką chorobę i nie miał już sił wypiekać pierników dla torunian.

 

Katarzynka w roli czeladnika

 

Przysparzało mu to ogromnych zmartwień, gdyż w mieście było wielu piekarzy chętnych do zajęcia jego miejsca. Przywołał więc do siebie córkę i poprosił o zastąpienie go. Zadanie było ryzykowne. Dziewczyna w roli mistrza cechu chleba miękkiego i niewarzonego – to było nie do pomyślenia! Czeladnicy i pozostali mistrzowie nie byli zadowoleni z tego pomysłu i patrzyli na Katarzynkę podejrzliwie. Jednak tym razem postanowili zrobić wyjątek i pozwolić jej pracować. Wierzyli, że mistrz prędko wyzdrowieje i stary porządek powróci.

Katarzynka tyle razy obserwowała ojca podgrzewającego miód, wyrabiającego ciasto, odciskającego piernikowe kształty, że od razu przystąpiła do dzieła. Znała recepturę i bez trudu przygotowała porcję ciasta na pierniki. Chciała dowieść, że dorówna mu wprawą. Gdy nadszedł czas, aby wypiekom nadać kształt, okazało się, że drewniane formy wyrzeźbione przez ojca zniknęły. Zaglądała do każdego kąta, lecz nigdzie ich nie znalazła. Czyżby któryś z czeladników nie chciał, aby sprostała zadaniu? Nie chciała kłopotać mocno osłabionego już staruszka, więc postanowiła, że sama uformuje ciasto. Chwyciła nieduży cynowy kubeczek i zaczęła wycinać nim medaliony. Wkładała je parami do gorącego pieca. Lądowały blisko siebie, bo Katarzynka chciała zmieścić ich jak najwięcej. Tam, gdzie trzy pary połączyły się w jedno ciastko, powstał nieznany dotąd kształt.

 

Najlepsze pierniki w Toruniu

 

Katarzynka ułożyła ostygłe pierniki w koszu i poszła na Rynek obawiając się, czy sprzeda je pomimo dziwnych kształtów. Wielkie było jej zaskoczenie, gdy okazało się, że pachnące pierniki zaciekawiły torunian, a nawet przyjezdnych kupców. Cieszyły się większym powodzeniem niż dotychczas. Ich kształt był niepowtarzalny, a smak wyśmienity. Katarzynka nie zmieniła receptury, lecz w przygotowanie włożyła całą swoją miłość do starego ojca. Docenili to wszyscy, którzy ich spróbowali.

 

Jak rozpoznać katarzynki?

 

Kształt, który powstał nieumyślnie, przetrwał. Wiele lat po Katarzynce powtarzali go kolejni piernikarze. Nawet dziś charakterystyczna forma sześciu złączonych ze sobą medalionów jest nie do pomylenia z żadną inną. Wędrując po Toruniu za zapachem pierników, z pewnością traficie na te o wdzięcznej nazwie pochodzącej od imienia pracowitej i kochającej Katarzynki.

 

Opracowanie legendy: Dom Legend Toruńskich